środa, 31 października 2007

Samochody droższe o kilka tysięcy?!

Koncerny motoryzacyjne zobligowały się zmniejszyć do końca 2008 r. ilość wytwarzanego przez pojazdy dwutlenku węgla do 140 g/km. Według raportu organizacji Transport and Environment, będzie to najprawdopodobniej niemożliwe. W 2006 r. udało się ograniczyć emisję CO2 zaledwie o 0,2 proc. do poziomu 160 g/km, co stawia pod dużym znakiem zapytania przyszłoroczny wynik.

Tymczasem Komisja Europejska chce wprowadzić przepisy znacznie zaostrzające normy dotyczące dwutlenku węgla. Według wstępnych założeń, samochody mogłyby wytwarzać 120 g CO2 na kilometr do roku 2012 i 80 g/km do roku 2020. Fot. Maciej Pobocha

- Takie przepisy, o ile zostaną przyjęte, mogą przyczynić się do znacznego zwiększenia cen samochodów, średnio nawet o 1000 – 1500 euro (ok. 3600 – 5400 zł). W niektórych przypadkach wzrost może być jeszcze większy i sięgnąć kliku tysięcy euro – mówi Jakub Faryś, dyrektor Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Wyższe ceny będą efektem nakładów, jakie na zmniejszenie emisji CO2 poniosą producenci pojazdów.

- Nowe technologie są drogie, szczególnie jeśli chodzi o silniki wysokoprężne. Co więcej, obowiązek ograniczenia ilości dwutlenku węgla w przypadku samochodów ma zostać w całości przerzucony na firmy motoryzacyjne. Nie zostaną nim objęci np. wytwórcy ogumienia, co mogłoby znacznie przyspieszyć osiągnięcie zakładanego przez Komisję Europejską poziomu. Sprawa jest trudna i polityczna – wyjaśnia dyrektor Faryś.

Póki co producenci samochodów starają się sprostać wymaganiom ekologii wprowadzając do sprzedaży pojazdy napędzane biopaliwami m.in. bioetanolem, czyli alkoholem pochodzenia roślinnego (Renault Megane, Saab 9-3 BioPower, Ford C-MAX FlexiFuel) oraz biodieslem, czyli olejem napędowym z dodatkiem komponentów pochodzenia roślinnego (Renault Master).

Innym z rozwiązań jest tzw. downsizing. Polega on na stosowaniu jednostek napędowych o niewielkich pojemnościach, ale dzięki nowoczesnym rozwiązaniom osiągających stosunkowo wysokie moce przy relatywnie małym zapotrzebowaniu na paliwo. Przykładem są silniki 1,4 l TSI o mocach 122, 140 i 170 KM wykorzystywane przez koncern Volkswagen czy TCE 100 o pojemności 1,2 l i mocy 101 KM stosowane m.in. w Renault Clio i Modus. Do tego dochodzą inne technologie, m.in. stosowanie specjalnych katalizatorów spalin, wtryskiwaczy paliwa czy nowoczesnych rozwiązań w turbosprężarkach.



źródło: http://www.motofakty.pl

niedziela, 21 października 2007

Auto dla każdego

Wyobraźmy sobie, że potrzebujemy samochodu maksymalnie uniwersalnego. Często przewozimy duże ilości bagażu, czasem na głowie mamy rodzinę którą trzeba gdzieś zawieźć, a w raz z nią tabun koniecznych/nieprzydatnych rzeczy. Niekiedy pełni egoizmu chcemy sami pojeździć sobie samochodem o bardzo dobrych właściwościach jezdnych, dającym na dodatek wysoką jakość komfortu. Ford C-MAX to jedno z tych aut, które z pewnością spełnią nasze wymagania.

Producent spod znaku błękitnego owalu wchodzi ostatnimi czasy coraz prężniej na wysokie obroty. W zeszłym roku pojawił się S-MAX, który na dzień dobry zaliczył tytuł "Car of the Year", furorę robi nowe Mondeo, którego cały kontyngent na ten rok został sprzedany praktycznie zanim pojawiła się premiera w naszym kraju, a większość fanów tej marki czeka już na nową Fiestę która też ma zaskakiwać, i to nie tylko wyglądem. W natłoku tych wszystkich nowości pojawiła się niepozornie, odświeżona wersja kompaktowego minivana.

Auto przeszło w tym roku dwie małe, ale znaczące operacje. Pierwsza polegała na zmianie tożsamości. Jak wiadomo, od momentu wprowadzenia go na rynek w 2003 roku aż do końca roku ubiegłego auto funkcjonowało na rynku pod nazwą Focus C-MAX. Od wprowadzenia nowej wersji, której premiera odbyła się w tym roku, uniwersalne MPV jest po prostu C-MAX`em. Druga sprawa to operacja plastyczna, która pod okiem motoryzacyjnych chirurgów nadała mu charakteru i poprawiła wygląd wnętrza. Jednak o tych i innych aspektach wielofunkcyjnego minivana można poczytać w dalszej części testu.

Stylistyka: "Kinetyczny" na MAX`a
Gdyby spojrzeć na niego z oddali, to większych zian nie zauważymy gdyż bryła samochodu praktycznie się nie zmieniła. Co innego będzie w miarę zbliżania się. Wtedy ujawnią się pierwsze detale, po których będzie można poznać w jakim kierunku podążali designerzy podczas projektowania odświeżonej wersji. Stosując autorską filozofię Forda, Kinetic Design, upodobnili oni auto do jego większych braci - S-MAX`a oraz Galaxy. Nowy C-MAX jest dużo bardziej muskularny, lecz linie nadwozia nie przestały być opływowe.

Z przodu zmieniono reflektory oraz atrapę chłodnicy na której znajduje się większy niż dotychczas znaczek Forda. To jednak nie wszystko. Wlot powietrza umieszczony w dolnej części przeprojektowanego zderzaka, podobnie jak w innych modelach, otrzymał trapezowaty kształt. Po bokach zderzaka umieszczono, tym razem pionowo, nowe światła przeciwmgielne. Trzeba przyznać, że wyglądają one teraz bardzo gustownie. Na masce pojawiły się delikatne przetłoczenia. Z tyłu samochodu zmiany nie były już takie radykalne. Pojawił się nowy zderzak i nowe reflektory. W temacie tych drugich Ford po raz pierwszy zdecydował się na zastosowanie technologii LED w lampach swoich modeli. Jak na debiut, zmienione lampy otrzymują za stylistykę piątkę z plusem.

W testowanej przez naszą redakcję wersji Titanium pojawiło się kilka nowych dodatków, które gruntownie podrasowały jego wygląd zewnętrzny. Pierwsza to ogromny, przyciemniony dach szklany, który nocy pozwala obserwować gwieździste niebo, a w dzień rozjaśni wnętrze samochodu. Za ten dodatek trzeba dopłacić 3.200 złotych. W pomalowanych w kolorze nadwozia lusterkach zamontowano kierunkowskazy, natomiast wszystkie szyby oprócz przyciemnienia zostały zabarwione na niebiesko. Nadwozie osadzono na wielkich, osiemnastocalowych felgach.

Wnętrze: Skok w górę
Po wejściu do nowego C-MAXA nie zastaliśmy w środku jakiejś większej rewolucji poza tym, że jakość materiałów wykończeniowych jest zauważalnie wyższa. Twarde i szare plastiki zastąpiono ciemniejszymi i miękkimi materiałami. Czteroramienna, obszyta skórą kierownica jest nadal taka sama, a tuż za nią widoczne są klasyczne, czytelne zegary. Pomiędzy nimi umieszczono malutki, dwuliniowy wyświetlacz komputera pokładowego. Można na nim np. zobaczyć średnie spalanie lub za jego pomocą ustawić czułość układu kierowniczego. Na środku pozostawiono klasyczny rozkład elementów. Przy podszybiu zamykany schowek, który doskonale przydaje się do ukrycia portfeli oraz różnej maści kluczy czy dokumentów. Poniżej nawiewy klimatyzacji, potem radio oraz sterowniki klimatyzacji. Powracając do drugiego z trzech uprzednio wymienionych elementów trzeba zaznaczyć, że w standardzie wersji Titanium otrzymujemy odtwarzacz CD z obsługa MP3 marki Sony. W połączeniu ze standardowymi głośnikami zapewnia naprawdę brzmienie znośnej jakości.

Po zajęciu miejsca za kółkiem zauważymy, że siedzi się tam wysoko. Przedni rząd foteli zapewnia odpowiednią ilość miejsca nawet dla wysokich pasażerów bez utraty na komforcie tych, którzy okupują miejsca za nimi. Przesuwany podłokietnik pozwala oprzeć wygodnie łokieć, ale niestety dla dwóch osób jest tam już zbyt mało miejsca. Bardziej optymalnym rozwiązaniem byłoby umieszczenie oparcia montowanego przy fotelu. Jeśli chodzi o tylną kanapę to umieszczono tam trzy osobne fotele w technologii Comfort Seat System, pozwalającej dostosowywać układ siedzeń. Tylna kanapa w razie czego jest przystosowana do przewozu trzech osób, jednak w razie potrzeby gdy miejsce zajmują tylko dwie, można złożyć środkowe oparcie, natomiast dwa skrajne fotele przesuwać ukośnie do tyłu i do siebie.

W temacie bagażnika projektanci Forda stwierdzili najwidoczniej, że wszystko jest tak jak być powinno i nie należy w to ingerować. Zatem przestrzeń ładunkowa pozostała nadal niezmieniona w stosunku do poprzedniej wersji. Po złożeniu foteli można ją powiększyć do 1.403 litrów, a w momencie kiedy zdecydujemy się je wyciągnąć, uzyskamy płaską przestrzeń bagażową oraz możliwość załadowania towaru o objętości 1.620 litrów. Nie są to wyniki zapewniające czołowe miejsca w segmencie, ale na tyle wystarczające aby móc myśleć o dłuższym wyjeździe w więcej niż dwie osoby.

Jazda: Mało pije
Do testów w naszej redakcji trafił C-MAX wyposażony w jednostkę wysokoprężną Duratorq TDCi o pojemności 1,8 litra. Nie jest to najmocniejszy silnik w stawce minivana, lecz nie jest też najsłabszy. Cztery cylindry ustawione rzędowo, system wtryskiwaczy w układzie Common-Rail oraz turbosprężarka o zmiennej geometrii łopatek pozwalają wydobyć z tego auta moc maksymalną rzędu 115 koni mechanicznych, uzyskiwane przy 3.700 obr./min. W połączeniu z wysokim momentem obrotowym (280Nm), którym dysponujemy praktycznie zaraz po muśnięciu pedału akceleratora pozwala dość dynamicznie się przemieszczać.

Jednostka napędowa została połączona z pięciostopniową skrzynią biegów. Brak szóstego przełożenia jest odczuwalny podczas jazdy z prędkościami autostradowymi. Wtedy przydałoby się wyciszyć nieco, tego twardo pracującego na wysokich obrotach diesla. Poszczególne biegi zostały wydłużone, także przy połączeniu z maksymalnym momentem obrotowym osiąganym przy niskim zakresie wskazań obrotomierza sprawia, że nie trzeba co chwila machać lewarkiem skrzyni. Podczas ruszania trzeba dodawać nieco gazu, gdyż silnik ten lubi wyższe obroty. W przeciwnym wypadku może nam zrobić na zatłoczonym skrzyżowaniu psikusa i... zgasnąć.

Wsiadając do C-MAXA wiedziałem, że jego zawieszenie jest prawdopodobnie najlepsze w segmencie, a jego najwięksi konkurenci są w tej kwestii bardzo dawno w tyle. I rzeczywiście to była prawda. Układ zawieszenia bazujący na Focusie pracował bardzo sprawnie, tłumiąc skutecznie nierówności i nie pozwalając utracić trakcji. Przy bardziej dynamicznym pokonywaniu zakrętów auto nawet nie drgnęło na bok, jadąc posłusznie nakazanym torem jazdy. Podczas jazdy po mocniejszych ubytkach w drodze, w środku samochodu ciężko było usłyszeć pracę zawieszenia. Wszystko zostało dobrze wytłumione.

Mocną stroną silnika wysokoprężnego w tym aucie poza dynamiką było jego spalanie. Przy podróży poza miastem, przy utrzymywaniu jednostajnej prędkości spalanie oscylowało w okolicach 4,7l/100km, czyli minimalnie więcej niż podaje producent. W cyklu mieszanym auto potrzebowało już nieco ponad 5,5l/100km, natomiast jazda w zatłoczonym mieście kosztowała już przynajmniej 6,5l/100km. Na zatankowanym do pełna baku można było spokojnie przejechać bez większych wysiłków nawet 1.000 kilometrów.

Podsumowanie: Zna swoją cenę
Nowy Ford C-MAX jest bez dwóch zdań samochodem wielofunkcyjnym. Sprawdzi się podczas dłuższych wypraw z większym bagażem, w razie czego pozwala przewieźć nieco większe niż normalnie przedmioty. Jest przy tym bardzo atrakcyjny wizualnie i solidnie wykonany. Więc w czym zatem leży największy problem? Otóż, jak to już tradycyjnie przystało, ceny na polskim rynku nie są raczej przystosowane do naszego poziomu zarobków.

I tak za podstawową wersję trzeba wyłożyć co najmniej 62.290 złotych co jeszcze wydaje się kwotą w miarę realną, to już żeby jeździć najsłabszym, 90-konnym dieslem trzeba zapłacić prawie 70 tysięcy złotych. Testowana przez nas wersja w pakiecie Platinium X bez dodatków kosztuje 80.040 złotych. Natomiast po podliczeniu wszystkich ulepszeń wyszła nam cena przekraczająca grubo 110 tysięcy złotych. W tym wypadku można kupić już jakiś model z wyższego segmentu. Jednak dla osób, które dysponują taką kwotą, bez żadnego zastanowienia można polecić C-MAXA jako auto do zadań specjalnych, i nie tylko.

+ ekonomiczny silnik
+ układ jezdny
+ "świeży" design

- cena
- słaba widoczność do tyłu


źródło: http://www.motogazeta.mojeauto.pl/cms/?id=57648

niedziela, 14 października 2007

Nowy Mercedes CL

No cóż… Muszę się przyznać bez bicia, że do przyjemniaczków to ja nie należę… Przynajmniej wyrażając opinie o Mercedesach, bo zawsze starałem się tą firmę obrażać, że robi tapczany na kołach i że powinni odpuścić sobie budowanie sportowych aut. Muszę jednak uderzyć się w pierś (a szczerze mówiąc zrobiłem to już dawno – po prezentacji nowego E55 AMG), bo oto na rynku mamy kolejnego, ładnego Mercedesa! Uwielbiany przeze mnie CLS ma więc równie ciekawego braciszka – nowe coupe CL.
Auto nawiązuje do najnowszej stylistyki Mercedesa, czyli odznacza się zdecydowanie dynamiczną sylwetką - pozostaje przy tym nadzwyczaj eleganckie, bo jest to wszak flagowe coupé Mercedes-Benz, którego ceny sięgają niemal miliona złotych.
W porównaniu z ustępującą generacją Mercedesa CL, nowa jest większa we wszystkich wymiarach: ponad pięciometrowe nadwozie jest teraz o 7,5 cm dłuższe, 1,4 cm szersze i 2 cm wyższe. Dzięki temu, to czteroosobowe auto oferuje jeszcze bardziej komfortowe warunki czterem podróżnym, a także większą powierzchnię bagażową, która wynosi teraz 490 litrów. Producent zapewnia, że nowoopracowany komputer pokładowy umożliwia intuicyjny i wygodny dostęp do bardzo wielu pokładowych urządzeń multimedialnych. Nawigacją satelitarną, telefonem, czy klimatyzacją można zawiadywać naciskając przyciski w konsoli centralnej, na kierownicy, lub poprzez komendy głosowe. Czyli prawie jak w Enterprise… No dobrze, miałem nie być złośliwy. I nie będę, bo oprócz niezłego wyglądu, to auto jest jeszcze szybkie !
Nowego CL-a napędzać może pięciolitrowy, ośmiocylindrowy silnik o mocy 388 KM, albo dwunastocylindrowy, sześciolitrowy silnik o mocy 517 KM – obie jednostki współpracują ze skrzyniami automatycznymi. Słabszy motor (CL 500) nowej generacji dostarcza o 26% więcej mocy i 15% więcej momentu obrotowego niż ten montowany w sprzedawanych dotychczas Mercedesach CL 500. Silnik dostarcza maksymalny moment obrotowy 530 Nm już przy 2,8 tys obr/min., dzięki czemu odznacza się duża elastycznością. Napędzane nim coupé osiąga prędkość 100 km/h w czasie 5,4 sekundy.
Silniejsza, dwunastocylindrowa jednostka również odznacza się lepszymi parametrami niż dotychczas. Moc maksymalna wzrosła o 17 KM do 517 KM, wartość maksymalnego momentu obrotowego (dostępnego w zakresie 1,9 – 3,5 tys obr/min) wzrosła z 800 Nm do 830 Nm. Nowy Mercedes CL600 przyspiesza od 0 do 100 km/h w czasie 4,6 sekundy.
Ceny nie są jeszcze znane, ale z pewnością promocyjne nie będą (czego nawet nie oczekujemy od auta tej klasy). Za poprzedni model trzeba było zapłacić odpowiednio: 477 tys zł. za CL 500, i 651 tys zł. za CL 600. Ceny Klasy CL w wersji AMG dochodzą do niemal miliona zł.

Tekst: Tomasz Jung



źródło: http://www.emotoryzacja.com

niedziela, 7 października 2007

Ile oleju zużywają samochody?

Czy silnik, który zużywa olej, musi być popsuty? Dlaczego jedne silniki zużywają dużo oleju, a inne prawie wcale? Kiedy silnik należy naprawić, a kiedy wystarczy dolać oleju?

Z użycie oleju przez silnik to normalne zjawisko, tyle że jedne potrzebują go bardzo dużo, a inne niemal nie wykazują ubytków. Potoczna opinia jest taka, że ilość przepalanego oleju zależy głównie od stanu silnika - jeżeli jest nowy, to nie powinien zużywać go wcale. To nieprawda! Poza kondycją silnika na zużycie oleju wpływ ma również jego konstrukcja i sposób eksploatacji. Oleju może ubywać z kilku przyczyn. Najprościej, bo gołym okiem, da się stwierdzić wycieki oleju z silnika. Zazwyczaj nieszczelności pojawiają się w okolicach uszczelki pokrywy zaworowej, uszczelki pod głowicą lub uszczelniaczy wału korbowego lub rozrządu. Niestety, znalezienie miejsca wycieku bywa trudne, bo pęd powietrza w czasie jazdy zazwyczaj rozprowadza olej po całym silniku. Część oleju jest też w silniku spalana. Do komory spalania trafia olej, który przecisnął się przez niewystarczająco szczelne pierścienie tłokowe czy też uszczelniacze zaworowe. Im cięższe warunki pracy (wysokie obroty, duże obciążenie), tym zużycie oleju większe. Dlatego właśnie najmniej oleju, czyli w zasadzie tak mało, że normalny użytkownik nie jest w stanie zauważyć żadnych ubytków, zużywają dobrze utrzymane, niewielkie silnki benzynowe o dosyć prostej konstrukcji. Znacznie bardziej "olejożerne" są silniki wyposażone w turbosprężarki, zarówno te benzynowe, jak i diesle. Największymi niszczycielami oleju są wysilone jednostki sportowe. Tu zużycie mierzy się w litrach na 1000 km.

Jak sprawdzić?
W czasie kontroli poziomu oleju auto musi stać na płaskiej powierzchni. Niewielkie pochylenie może zafałszować wynik. Jeżeli silnik jest ciepły, należy zawsze odczekać co najmniej kilka minut, aż olej spłynie do miski z zakamarków silnika. Najpierw wyciągamy bagnet, wycieramy go niepylącą szmatką lub ręcznikiem papierowym. Następnie sprawdzamy poziom. Warto zwrócić uwagę na stan oleju. Jeżeli ma dziwny kolor, np. jest jasny i mętny, lub jest go więcej niż przy poprzedniej kontroli, jedziemy do warsztatu!

Jak często?
Większość producentów dopuszcza zużycie oleju na poziomie nawet ponad litr na każde 1000 km. W większości aut różnica między stanem maksymalnym i minimalnym na bagnecie wynosi ok. 1 litra, przy czym ostra jazda ze stanem minimalnym bywa ryzykowna. Dlatego właśnie w przypadku sprawnych aut sprawdzamy olej przynajmniej raz na 1000 km lub przed każdą dłuższą trasą. Uwaga! Wiele nowych silników "na dotarciu" przez pierwszych kilka tys. km zużywa nawet 2 l oleju na 1000 km! Sprawdzajmy częściej!

Uwaga na dolewki!
Jeżeli zauważymy, że stan na bagnecie zbliża się do minimalnego, dolewamy oleju. W miarę możliwości używamy takiego samego oleju, jaki był nalany do silnika. Bardziej ryzykowne jest mieszanie ze sobą różnych olejów, szczególnie jeśli mają odmienne parametry. Teoretycznie wszystkie oleje silnikowe są ze sobą mieszalne, ale dolewka oleju gorszej jakości powoduje, że cały olej traci swoje parametry. Tak czy inaczej bezpieczniej jest doraźnie dolać "na chwilę" nawet gorszego oleju, niż chociaż przez moment jeździć na sucho! Potem jak najszybciej wymieniamy cały olej na nowy! Oleju dolewamy tylko do schłodzonego silnika!

Skąd te wycieki?
Wycieki oleju mogą wynikać z uszkodzenia uszczelek i uszczelniaczy spowodowanego starzeniem się materiału lub zużyciem eksploatacyjnym. Nie wolno ich nigdy lekceważyć. Kapiący olej zagraża środowisku naturalnemu, niszczy elementy gumowe, a nawet jeśli trafi na rozgrzany wydech, grozi pożarem. Uwaga! Wycieki oleju mogą świadczyć o zaawansowanym zużyciu auta - jeżeli silnik ma zużyte pierścienie tłokowe i gładzie cylindrów, dochodzi do wzrostu ciśnienia w skrzyni korbowej. Gazy wypychają olej przez uszczelki.

Normy zużycia oleju
- Opel Astra Classic 1.6 16V do 1,6 l/tys. km
- Mitsubishi Space Star GDI do 1,0 l/tys. km
- Renault Scénic 1.6 16V do 0,5 l/tys. km
- Volkswagen Touran 2.0 TDI do 1,0 l/tys. km

źródło: http://www.auto-swiat.pl/